Szachy w szkole – Szachy na Korsyce

Marta Motor (z domu Samborska) to mistrzyni Polski juniorów, kandydatka na mistrza, szachowy instruktor, a prywatnie: matka młodego gracza, absolwentka Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, lekarz, obecnie codziennie uczy szachów w szkole na Korsyce. Mimo napiętego grafiku zajęć znalazła chwilę, by odpowiedzieć na nasze pytania.

„Korsykańska Liga Szachowa” – po polsku bardziej Korsykańskie Stowarzyszenie Szachowe, bo liga kojarzy nam się z turniejem. Leo Battesti, twórca Korsykańskiego Stowarzyszenia Szachowego (Korsykańskiej Ligi Szachowej), magister prawa z Sorbony, więzień polityczny w latach 1978-1981, polityk, dziennikarz i wielki szachowy entuzjasta (tłumaczyła Marta Motor): – Liga została utworzona w 1997 r. Początkowo liczyła 120 zrzeszonych członków, obecnie jest to 8350 osób przy całkowitej populacji wyspy – 230 000 mieszkańców. Od tamtej pory 45000 młodych mieszkańców Korsyki skorzystało z nauki szachów w szkole. Zająłem się rozwojem szachów na Korsyce w 1996 r i a proponowałem masową naukę gry w szkołach celem wyłonienia szachowych talentów i stworzenia przyszłych elit. Nasze efekty mówią same za siebie -zarówno pod względem ilości zawodników (rekord świata w przeliczeniu na liczbę mieszkańców), jak i ich poziomu – bardzo wielu naszych zawodników zostało multimedalistami mistrzostw Francji oraz osiąga sukcesy na arenie międzynarodowej. Liga zatrudnia 17 pełnoetatowych instruktorów oraz 5 osób na kontrakcie, które nauczają w korsykańskich szkołach szachów. Każdego roku 6000 dzieci uczestniczy w szkołach w zajęciach szachowych. Liga jest finansowana przez społeczność, merostwa, sponsorów i sympatyków królewskiej gry. Najważniejszym turniejem organizowanym przez ligę jest niewątpliwie Corsican Circuit, który od początku swego istnienia gościł już takie gwiazdy światowego formatu, jak Kasparov, Karpov, Anand, Vachier-Lagrave, Bacrot, Aronian, Nakamura, Polgar, Hou Yifan, Spassky i inni.

IWETA RAJLICH: Czego Ciebie w życiu nauczyły szachy?

MARTA MOTOR: – Bardzo wielu rzeczy, ale te najważniejsze to konsekwencja, systematyczność i odporność psychiczna. Z takich czysto praktycznych umiejętności, to gospodarowania czasem. Jako czynna szachistka musiałam znaleźć czas na codzienne treningi, naukę i jeszcze wykraść chwilkę na beztroską zabawę. Dziś godzę pracę zawodową z prowadzeniem domu i organizacją życia rodzinnego i bez problemu udaje mi się znaleźć czas na swoje pasje.

Jak się zaczęła Twoja przygoda z uczeniem dzieci szachów? Jakie masz doświadczenia w uczeniu szachów dzieci? Ile to już lat?

– Początkowo nauczanie szachów było dla mnie sposobem na dorobienie do skromnego studenckiego stypendium. Zawsze byłam samodzielna i wcześniej zaczęłam zarabiać własne pieniądze. Z czasem praca z dziećmi zaczęła mnie coraz bardziej wciągać – na pewno ogromny wpływ na ostateczny wybór mojej ścieżki zawodowej miało obserwowanie w domu rodzinnym mojej najukochańszej Macoszki – Joli Pawłowskiej, nauczycielki nauczania początkowego. Cokolwiek by się nie działo w życiu, Jola codziennie szła (i nadal chodzi) do pracy z ogromnym entuzjazmem i nieustającą pasją. Obserwowałam ją i myślałam sobie, że ja też tak chcę, chcę wstawać rano i biec do pracy jak na skrzydłach, niewielu ludziom jest to dane. Życie jest krótkie, a w pracy spędzamy jednak dużo czasu, więc warto robić to, co się kocha. Praca z dziećmi daje ogromną satysfakcję, każdy dzień jest inny, nieprzewidywalny, bo dzieci są cudownie nieprzewidywalne. Sumując lata przepracowane w Polsce i we Francji to już prawie 10 lat pracy jako instruktor szachów.

Czego dzieciaki uczą się grając w szachy?

– Z całą pewnością szachy rozwijają zdolności matematyczne, logiczne myślenie i wyobraźnię przestrzenną. Istnieją opracowania naukowe badające zależność między grą w szachy, a wynikami osiąganymi w szkole – według dra Fergusona, psychologa dziecięcego, po roku gry w szachy zdolność logicznego myślenia poprawia się u dzieci aż o 17 procent! Szachy uczą brania odpowiedzialności za własne decyzje, szacunku do przeciwnika, systematycznej pracy oraz radzenia sobie z porażkami. W swojej pracy z dziećmi kładę ogromny nacisk na uczciwość i koleżeńskość, tłumaczę, że lepiej przegrać, grając uczciwie, niż wygrać, oszukując. Dzieci nie lubią przegrywać i uciekają się do różnych sztuczek, żeby za wszelką cenę wygrać. Pracuję z maluchami, między 5 a 10 rokiem życia, ich charaktery dopiero się kształtują i zawsze cieszy mnie, kiedy widzę, że moi uczniowie grają fair play. Zresztą praktycznie w każdej klasie opowiadam historię naszej partii z Nadola z 1995 roku (z Mistrzostw Polski), kiedy to na rundę przed końcem zapewniłaś sobie złoto, a w ostatniej partii grałyśmy razem – remis z Tobą dawał mi brąz, a wygrana srebro, Ty nie grałaś już o nic. Wtedy byłyśmy papużki nierozłączki, mieszkałyśmy w jednym pokoju, razem poszłyśmy na śniadanie, ze śniadania na partię, w której zmiotłaś mnie z powierzchni ziemi, po czym zgodnie odeszłyśmy od stolika dalej się razem bawić. W tych mistrzostwach byłam ostatecznie 4… Pamiętam, że wszyscy byli zaskoczeni, że nie dałaś mi remisu, a nam się to w głowach nie mieściło, że mogłybyśmy się tak umówić. Chyba jedyną niezdziwioną osobą był nasz ukochany trener, pan Rysio Bernard, który dokładnie wiedział, że będziemy walczyły na śmierć i życie (śmiech).

Czego w praktyce, po roku nauczania, nauczył się taki mały pierwszoklasista?

– Od strony szachowej po roku nauczania pierwszak będzie umiał nazwać figury i prawidłowo się nimi poruszać po szachownicy. Będzie wiedział, co to szach, co to mat i będzie potrafił je rozróżnić. Powinien umieć roszować i znać podstawowe reguły dotyczące rozpoczynania partii. Natomiast od strony życiowej – dzieci grające w szachy dłużej utrzymują koncentrację na danym zagadnieniu, próbują „ugryźć” problem z różnych stron, lepiej kontrolują swoje emocje. Przede wszystkim jednak dzieci grające w szachy doskonale się bawią. Ogromne rzesze dziadków i rodziców zdejmują ze strychu dawno zapomniane szachownice i rozgrywają w domu partię z młodym adeptem szachów. Zdecydowana większość moich uczniów po weekendzie opowiada mi o rozegranych w domu partiach. Szachy łączą całe pokolenia! Pięknie powiedział o szachach Andrzej Modzelan – że „szachy mają tę rzadką właściwość: dzieci je lubią, pomimo że szachy są dla nich dobre”.

Twój mąż bardzo lubi grać w szachy, ale jest amatorem – nauczyliście syna grać w szachy, jeździcie razem na turnieje szachowe? Dlaczego?

– Synka nauczył grać w szachy mój mąż, prawdopodobnie z czysto egoistycznych pobudek, bo ja nie chciałam już z nim grać (w końcu ile godzin można spędzić z własnym mężem na graniu w szachy…), a potrzebował w domu przeciwnika. Krzysztof jest wielkim pasjonatem szachów, nie przepuści żadnej okazji, żeby pograć czy analizować partię. W naszym życiu szachy były zawsze obecne, więc synek w naturalny sposób dorastał przy szachownicy. Złapał bakcyla, szybko zaczął wygrywać w turniejach, ostatnio nawet wygrał klasyfikację generalną, grając z dorosłymi, a ma dopiero 10 lat! Oboje z mężem uważamy, że czas spędzony z rodziną powinien być czasem spędzonym w sposób wartościowy, w domu nie mamy telewizora, bardzo dużo gramy w gry planszowe. Szachy naturalnie się wpisują w naszą filozofię życiową. Dzieci nie robią nigdy tego, co im mówimy, żeby robiły, robią zawsze to, co my robimy, uczą się przez naśladownictwo. Dlatego też staramy się pokazywać synkowi, że można spędzać czas inaczej niż łapiąc pokemony (śmiech), szczególnie w dzisiejszym, wirtualnym świecie.

Czym różni się praca w szkole w Polsce od pracy z dziećmi w szkole na Korsyce?

– Dzieci są absolutnie takie same na całym świecie. Przeżywają te same radości, mają te same problemy, tak samo kochają wygrywać i płaczą, gdy przegrywają. Więc od strony czysto pedagogicznej – praca nie różni się niczym.
Natomiast organizacyjnie na Korsyce szachy są fenomenalnie rozwinięte. Jako pracownik nie muszę się absolutnie martwić o materiały do pracy – zeszyty ćwiczeń dla uczniów, tablicę demonstracyjną, szachownice i inne rzeczy niezbędne do pracy, o które w Polsce musiałam się sama starać. Poza tym mam wspaniałego szefa, który daje swoim pracownikom ogromny kredyt zaufania i bardzo dużą swobodę w pracy, co dla mnie – typowej szachistki -indywidualistki, jest niesamowicie komfortowe.

Co myślisz o wprowadzeniu szachów jako przedmiotu obowiązkowego we wszystkich szkołach w Polsce w klasach 1-3?

– Mam mieszane odczucia co do sposobu, w jaki jest ten program wprowadzany. Nie wyobrażam sobie, żeby nauczyciel, który sam dopiero co nauczył się przesuwać figury po szachownicy, zaraził dzieci pasją do szachów. Szachy mają duszę, to nieuchwytne „coś” i jeśli ktoś chce przekazać wiedzę o nich w formie suchych faktów, to ta dusza gdzieś się ulotni, zniknie szachowa magia. Moim zdaniem, żeby nauczać szachów, trzeba je dobrze rozumieć i kochać, wtedy tą pasją zaraża się swoich uczniów. Natomiast sam pomysł, aby dzieci uczyły się szachów w szkołach już w najmłodszych klasach jest doskonały.

Kto powinien uczyć dzieci szachów, a kto raczej nie? Czy każdy może uczyć grać w szachy?

– Oczywiście, że nie każdy! Do nauczania dzieci czegokolwiek trzeba mieć anielską cierpliwość, umiejętność odpowiadania na milion pytań kompletnie niezwiązanych z tematem i upartego powracania do danego tematu -jednym słowem, trzeba kochać i rozumieć dzieci. Żeby nauczać szachów trzeba kochać i rozumieć szachy. Więc do nauczania dzieci gry w szachy niezbędne są tak naprawdę 2 podstawowe warunki – miłość do dzieci i miłość do szachów.

Jak można zadbać o jakość nauczania szachów? Jak wygląda proces selekcji instruktorów – nauczycieli szachów na Korsyce?

– Jeśli chodzi o dbanie o jakość nauczania, to rozpoczyna się ona już w momencie rekrutacji instruktora. O jakość szkolenia na Korsyce dba dyrekcja Ligi – dyrektor generalny Jean-Philippe Orsoni i dyrektor ds. wyszkolenia Akkhavanh Vilaisarn. Cały proces rekrutacyjny składa się z kilku etapów, rozmowy kwalifikacyjnej oraz części praktycznej. W części praktycznej prowadzi się zajęcia w szkole – lekcję pokazową z maluszkami, które dopiero zaczynają swoją przygodę z szachami oraz z jedną ze starszych klas, w których omawia się już trudniejsze zagadnienia. Ponadto odbywają się jeszcze próbne zajęcia w klubie szachowym, z zawodnikami na poziomie około II kategorii, na wybrany temat, z reguły jest to jakiś debiut lub końcówka. Młodzież zadaje mnóstwo pytań, więc takie zajęcia dają dyrekcji Ligi jasne pojęcie, czy osoba starająca się o pracę ma pojęcie, o czym mówi. Tyle, jeśli chodzi o rekrutację. 2 razy w roku mamy zebrania szkoleniowe wszystkich instruktorów z prezesem Ligi, Leo Battesti oraz z dyrekcją. Regularnie Liga organizuje również doskonalące szkolenia sędziowskie dla swoich pracowników. Ponadto w każdym momencie możemy się zwrócić do dyrekcji z wszelkimi dylematami czy problemami.

Czy szachy są na tyle uniwersalną grą, że ucząc się w nie grać skorzysta na tym każde dziecko?

– Absolutnie tak.

Co byś poradziła rodzicom polskich pierwszaków, które chcą grać w szachy?

– Żeby podążali za pasją swojego dziecka, kupili szachy i pograli razem – dzieci uwielbiają tłumaczyć szachy dorosłym w swoim otoczeniu. W swojej pracy instruktora doliczyłam się już co najmniej 20 babć, a nawet jednej prababci, nauczonych grać w szachy przez moich uczniów. Rodzice powinni być zawsze dumni ze swojego skarbu, niezależnie od tego, czy z pierwszych potyczek wraca z tarczą czy na tarczy; są od tego, żeby bezustannie powtarzać dziecku, że je kochają i od ocierania pierwszych łez po porażkach, zaś od analizowania błędów jest trener. Dziecko będzie miało przyjemność z grania w szachy tak długo, jak długo będzie się nimi bawiło, jeśli zaczniemy wywierać na nie presję, oczekiwać wygranych w kolejnych turniejach, może się okazać, że zmarnujemy obiecujący talent.

Add Comment

Zapisz się na nasz darmowy Newsletter!

Wyślij mi swój newsletter (możesz anulować subskrybcję w każdej chwili).

FreshMail.pl