Szachy w szkole – wywiad z Andrzejem Modzelanem

Szachy to, dla tego nauczyciela i niegrającego już aktywnie Mistrza Fide, narzędzie do wszechstronnego kształtowania młodego człowieka. Jak sam o sobie mówi jest dziwnym zjawiskiem 😉 – pedagogiem i szachistą w jednym. Nauczanie i szachy wypełniają mu życie zawodowe i kształtują go jako osobę do tego stopnia, że nie potrafi szachów i nauczania postrzegać już oddzielnie.

Przez wielu, ten autor słynnego „szachowego dekalogu”, uważany jest za „ trenera zaangażowanego”. Jego publikacje: „Twoje dziecko gra w szachy – czyli co każdy rodzic wiedzieć powinien o królewskiej grze” i „Ucząc szachami – złote myśli dla rodziców i szkoleniowców” stały się niezastąpionymi przewodnikami dla szachowych rodziców.

Ten działacz i wykładowca kursów szachowych dla nauczycieli i instruktorów jest wielkim entuzjastą i ambasadorem królewskiej gry od zawsze związany był z Klubem Szachowym Stilon Gorzów Wielkopolski, gdzie pod jego okiem wyrósł arcymistrz Kamil Dragun.  Od 21 lat naucza też szachów w SP13 w Gorzowie Wielkopolskim.

Andrzej Modzelan prywatnie ojciec małego Antosia i nieco starszego Wojtusia. Zainspirował swoją żonę Aleksandrę do połączenia pasji muzycznych z szachowymi i tak powstała firma’”Szachowe Nuty”.

Andrzej lubi się dzielić swoją pasją – szachami i nauczaniem. Zapraszam do przeczytania wywiadu:  

„Te szachy wcale nie są takie strasznie trudne i można (zechcieć) je uczynić swoją pasją edukacyjną!” Jaki status w Polsce ma gra w szachy?

W sensie formalnym szachy są dyscypliną sportu, ze wszelkimi tego aspektami. Ani lepszą, ani gorszą od wielu innych. Po prostu inną. Czy mamy wysoką pozycję społeczną? Trudno powiedzieć. W jednych kręgach zapewne tak, w innych nie. Szachy często wykorzystywane są np. w różnego rodzajach reklam telewizyjnych i generalnie dobrze się kojarzą. Oczywiście są też i tacy, którzy sprowadzają szachy do przysłowiowego „refleksu szachisty”.

Kto i gdzie uczy szachów w dużych miastach jak Warszawa czy Wrocław?

W dużych miastach jest nieźle. Dużo młodzieży kończąc swoją zawodniczą karierę, bądź mocno ją ograniczając, przenosi swoją aktywność na nauczanie najmłodszych. I jest to bardzo dobra tendencja. Są oczywiście doświadczeni trenerzy, instruktorzy szachowi i wreszcie całe zastępy przeszkolonych nauczycieli w projekcie PZSzach. – Edukacja przez Szachy w Szkole.

A jak jest w średnich i małych miejscowościach czy na wsiach?

Tu jest gorzej. Nawet jeżeli znajdziemy pasjonata, który zarazi młodych ludzi miłością do szachów, to brak kontynuacji i możliwości szkolenia na wyższym poziomie, zdecydowanie utrudnia zdobywanie szachowych szczytów. Chciałbym w tym miejscu zwrócić jednak uwagę, na pozytywne aspekty projektu EpSwS. Otóż wielu nauczycieli z małych miejscowości i wsi uczestniczy w projekcie i co za tym idzie – dużo dzieci ma możliwość poznawania królewskiej gry. To bardzo pozytywne zjawisko.

Andrzeju, czy marzy Ci się czasami, aby pozycja szachów w społeczeństwie Polskim urosła do tej jaką mają one w Armenii?

Myślę, że każdej osobie trudniącej się jakąś dziedziną, powinno zależeć na jej propagowaniu. To naturalne. Armenii pewnie nie dogonimy, ale gdy np. wejdziemy na Chessarbitra (IR zachęcam do odwiedzenia strony), to zobaczymy, że każdego dnia turniejów w naszym kraju jest całkiem sporo i z pewnością jest to rosnąca tendencja.

Czy możemy więc tak spopularyzować grę w szachy w naszym społeczeństwie aby stała się naszą grą narodową – ulubioną formą rozrywki młodych i starych?  

Tu nie byłbym takim optymistą. Każdy młody chłopiec chce być Lewandowskim czy Messim. Kopanie piłki, potrzeba ruchu, to naturalne potrzeby młodego człowieka. Zatem nie łatwo rywalizować nam z piłką nożną czy siatkówką. Z szachami jest trochę inaczej. Nie każdy się w nich odnajdzie. Zatem pozostawmy sprawy swojemu biegowi i róbmy tyle ile można zrobić, nie rywalizując o palmę pierwszeństwa z żadną inną dyscypliną. Wszystkie są potrzebne, dla wszechstronnego rozwoju młodego człowieka.

W mediach zrodziła się plotka, że szachy wejdą do szkół jako przedmiot obowiązkowy. Oczywiście chodzi o włączenie elementów szachów (np. do nauki układu współrzędnych – przydać się może szachownica) do podstawy programowej. Powiedzmy jednak, że Minister Edukacji zadecyduje, że szachy jednak staną się obowiązkowym przedmiotem w 2019/2020 w polskich podstawówkach w klasach 1-3. Jakby to wyglądało w praktyce?

W wielu szkołach tak już się dzieje – szachy są obowiązkowym przedmiotem! I tak w szkole, w której uczę szachów od 21 lat – SP 13 w Gorzowie Wlkp. –  wszystkie dzieci z klas I (7-latki), lub II (jeżeli zaczęły edukację od 6 roku życia) mają 1 godzinę szachów tygodniowo. Uważam, że to dobre rozwiązanie.

Pomysłów na to jak nauczanie szachów ma w szkołach wyglądać jest wiele i każdy ma swoje zalety i wady. Wspomniana 1 godzina tygodniowo w zupełności wystarczy. Oczywiście najzdolniejsze dzieci poszukają dalszej możliwości rozwoju w klubach sportowych, UKS-ach i innych formach szkolenia bardziej zaawansowanego. Pracy dla trenerów i instruktorów szachowych nie zabraknie. Nie możemy zmuszać wszystkich dzieci do rywalizacji stricte sportowej. Nie wszyscy będą mieli do tego odpowiednie predyspozycje. Pamiętajmy, że mówimy o edukacji poprzez szachy, a nie o hodowli mistrzów szachowych.

Andrzej Modzelan

Jaki byłby program nauczania  szachów w szkołach i jego cele?

Istnieje kilka programów, w oparciu o które odbywają się zajęcia szachowe w szkołach. Niektóre z nich precyzują poszczególne cele. Jest to bardzo rozległa problematyka i trudno udzielić wyczerpującej odpowiedzi. Na pewno brakuje jednego, obowiązującego programu, który zawierałby wszystkie niezbędne pod względem edukacji regulacje. I to jest wyzwanie na przyszłość. Pamiętajmy, że w szkołach nie mamy do czynienia z samymi utalentowanymi pod względem szachowym dziećmi. Zatem programy powinny być dostosowane do poziomu średniego małego ucznia. Nadmiernie rozbudowane i ambitne programy tylko zniechęcą dzieci.

Taką ambitną lekcją szachów wydaje się być przykładowy scenariusz lekcji zamieszczony na stronie „Edukacja przez szachy w szkole”.  Arcymistrzyni Joanna Dworakowska, instruktorka w SP z kilkuletnim doświadczeniem, uważa że takie bogate i bardzo ciekawe scenariusze są jednak zdecydowanie za trudne dla takich początkujących, statystycznych uczniów dużych klas. A jakie jest Twoje zdanie?

Joanna ma dużo racji. Nie powinniśmy kreować rzeczywistości w oparciu o doświadczenia profesjonalnych szachistów. Oczywiście posiłkujmy się ich wiedzą, ale programy powinny być dostosowane do przeciętnego 7-10 latka.

Czyli program nauczania szachów w szkołach powinien być ujednolicony i dostosowany do poziomu średniego ucznia tak jak np. w Rosji gdzie jest jeden program autorski Igora Sokhina? 

Na początek jest to sensowne rozwiązanie. Nauczyciele – z racji braku doświadczenia szachowego – nie powinni mieć zbyt mocno rozbudowanej bazy szkoleniowo – metodycznej. Muszą oprzeć się na sprawdzonych wzorcach.

Z Twoich powyższych wypowiedzi wynika, że tylko nauczyciele klas 1-3 mieliby uczyć przedmiotu: “ szachy” w szkole…

W moim rozumieniu, jeżeli dyskutujemy o szachach w szkole, to przede wszystkim nauczyciele klas 1-3! Mówimy o edukacji przez szachy. Mam wrażenie, ze niektórzy o tym zapominają. Ktoś, kto potrafi uczyć, nauczy każdej nowej aktywności. Oczywiście po odpowiednim przeszkoleniu i mając odpowiednie pomoce naukowe i narzędzia. Przeciętny instruktor szachowy będzie miał ogromne problemy pedagogiczne z zapanowaniem nad całym oddziałem klasowym. Dużo prościej przyswoić podstawy gry szachowej, niż nabyć doświadczenie pedagogiczne i umiejętnie wykorzystać je przy tak dużej liczbie dzieci w szkolnej klasie. To nie sala klubowa, gdzie rodzic przyprowadził nam utalentowane dziecko. Mam sygnały od nauczycieli, których miałem przyjemność edukować szachowo, że „te szachy wcale nie są takie strasznie trudne”, a niektórzy wręcz uczynili z tego swoją pasję edukacyjną. Oczywiście będą też jednostki, którym się nie powiodło w tym zakresie. Jak to w życiu.

Obiekcje co do tego aby to Panie z klas 1-3 obligatoryjnie były zmuszone uczyć szachów wyraża mistrzyni szachowa, matka młodej zdolnej szachistki, od 16 lat nauczycielka i instruktor szachów w SP:

“Szachy w szkole? Pani minister edukacji dużo mówi, ale mało konkretnie. O tym projekcie to niewiele wiem, oprócz tego że już od kilku lat zapowiadają szachy w szkole.
Szczerze pisząc to nie wyobrażam sobie żadnej mojej koleżanki ze szkoły żeby miała uczyć gry w szachy. Zresztą one też sobie tego nie wyobrażają, żadna nie umie grać w szachy. Myślę, że jeżeli któraś z nauczycielek zapisze się na kurs, a w wcześniej nie umiała grać w szachy to głównie i tylko dla tego żeby mieć etat. Zapewniam, że żadna nauczycielka, która jest pewna swojej pracy nie pójdzie na kurs nauki gry w szachy, pójdą te które szukają pracy lub większej liczby godzin. A to nie będzie pasja tylko konieczność i nie sądzą żeby tacy wykładowcy rozbudzili entuzjazm szachowy wśród dzieci. A jeżeli trafi im się 6 latek z 3 kategorią i jak to dziecko zacznie zadawać pytania, i co wtedy? Uważam, że szachów powinni uczyć ludzie, którzy kiedyś mieli do czynienia z szachami, z turniejami, którzy mają min. 3 kategorie. Obecnie żeby mieć instruktora szkolnego wystarczy mieć 4 kategorie, to za mało. Dam przykład z ostatniego turnieju mojej córki 6 letniej córki, w drugiej rundzie spotyka się z Panem z 4 kategorią. Po partii jest zdziwiona i komentuje jak taki duży pan z 4 kat. mógł zagrać Sh3 i Sa3.”

Co ty na to?

Nie zgadzam się z takim stanowiskiem. Jest to postrzeganie nauki gry w szachy w szkołach przez pryzmat rywalizacji sportowej. Nie to jest celem projektu „Edukacja przez Szachy w Szkole”. Jeżeli trafi nam się jakiś mistrz – a zapewne się trafi – to tym większa będzie radość. Ale to uboczny skutek programu EpSwS. Osoba, która wyraziła odmienny pogląd, jest bardzo zaawansowana szachowo i z tej perspektywy ocenia nauczanie szachów w szkole. Przecież jeżeli trafi się utalentowany i zaawansowany szachowo młody człowiek, to będzie realizował swoją pasję gdzie indziej. Z własnej praktyki powiem, że naprawdę nie będzie żadnego problemu, jeżeli taka osoba 1 godzinę tygodniowo spędzi w swojej klasie, pomagając nauczycielowi w prowadzeniu lekcji. Zapewniam, dzieci z wielką chęcią przyjmują taką rolę i wspaniale się w niej odnajdują.

Andrzej Modzelan

Skoro najlepiej do nauczania szachów w szkole nadawaliby się nauczyciele, to pozostaje zapytać kto miałby ich selekcjonować i tym samym odpowiadać za jakość nauczania szachów w szkole? Ministerstwo? Pzszach? Prywatne firmy jak np. w Australii ? 

Chciałbym, aby MEN bardziej się zaangażowało w projekt „Edukacja przez Szachy w Szkole”, ale jak dotąd to nie nastąpiło. Deklaracje medialne nie mają odzwierciedlenia w konkretnych działaniach i obawiam się, że tak niestety będzie. Chciałbym się mylić. Póki co, słowo „szachy” występuje w podstawie programowej – to już jakiś postęp w stosunku do minionych czasów – i umożliwia naukę gry w szachy w ramach godzin dyrektorskich.

W Polsce w aktualnej sytuacji chyba to PZSzach – poprzez Wojewódzkie Związki Szachowe – powinien zająć się edukacją nauczycieli, a to z racji swoich doświadczeń i wiedzy. Ciekawym rozwiązaniem jest też i to, aby oddać rekrutację nauczycieli w ręce prywatnych firm, ale chyba nie jesteśmy jeszcze gotowi na takie rozwiązania.

A czego życzyłbyś rodzicom dzieciaków klas 1-3, które rozpoczynają swoją przygodę z szachami i ze szkołą?

Cierpliwości, wyrozumiałości, zaufania. Czyli po prostu normalności. Przede wszystkim, aby nie realizowali własnych ambicji poprzez własne dziecko. Wspaniały pedagog Janusz Korczak mawiał – „każde dziecko, to wielki świat”. Warto zapamiętać.

Dziękuję za wywiad.

Add Comment

Zapisz się na nasz darmowy Newsletter!

Wyślij mi swój newsletter (możesz anulować subskrybcję w każdej chwili).

FreshMail.pl